Ona pomoże nam uratować Kościół i Ojczyznę naszą
WPIS nr 2/2026
Bywa w naszych wolnych czasach, że już to rozmaite siły zewnętrzne, już to służący im pożyteczni idioci, chcieliby katolickość i polskość uznać za nienormalność, a przynajmniej je oczernić, ośmieszyć, zbudować wokoło nich czarną legendę. Gdybyśmy ich posłuchali, musielibyśmy zapomnieć o tym, jak naród polski od wieków wyjątkowo czcił Maryję jako swoją Matkę i Królową. Gdybyśmy ich posłuchali, musielibyśmy nie obchodzić w tym roku: 370. rocznicy Ślubów Królewskich Jana Kazimierza (1656), setnej rocznicy Ślubowania Kobiet Polskich (1926), 80. rocznicy Aktu Ofiarowania Narodu Polskiego Niepokalanemu Sercu Maryi (1946), 70. rocznicy obchodów 300-lecia Ślubów Królewskich w 1956 roku, 60. rocznicy Milenijnego Aktu Oddania w Niewolę Maryi w 1966 r. czy przed 10 laty pobytu papieża Franciszka na Jasnej Górze z okazji 1050-lecia chrztu Polski.
Przykro to pisać, ale niemała część Polaków uważa, że polskość, katolickość i maryjność są jakimś obciążeniem, czymś niepostępowym, nie pasującym do nowoczesnej Unii Europejskiej. Wielu może cieszy się z tego, że Kościół katolicki przeżywa kryzys, że opustoszały seminaria, w świątyniach na niedzielnych mszach są puste ławki; ci sami oddychają z ulgą, że wreszcie w parlamencie pojawiła się „godnościowa” ustawa o związkach osób tej samej płci, co rodzi nadzieję na właściwy awans Polski w Europie. Jednym słowem, należy skończyć z tym zawstydzającym nas przed Europą wspominaniem wydarzeń historycznych, jak te przypadające w tym roku. Wspomnijmy o niektórych z nich.
Duchowa stolica
Zwykło się nazywać Jasną Górę duchową stolicą Polski, no bo czy jest miejsce w Polsce bardziej złączone z historią państwa i Kościoła? Może tylko o Krakowie dałoby się powiedzieć tyle samo. Najkrótszy nawet pobyt w tych dwóch miejscach przeżywa się jako spotkanie z naszymi dziejami, z postaciami i wydarzeniami, które tworzą z nich żywe miejsca narodowej pamięci i wiary. Chociaż więc Jasna Góra zaistniała dopiero w 1382 r., a więc w momencie, kiedy chrześcijaństwo było już w Polsce utrwalone, to można z całą pewnością stwierdzić, że żywy kult maryjny, przejawiający się wieloma tytułami katedralnych kościołów czy narodową pieśnią „Bogurodzica”, oczekiwał na powstanie centralnego ośrodka. Dlatego należałoby napisać, że Jasna Góra powstała jako dar Opatrzności, aby polscy katolicy ze wszystkich ziem, prowincji i języków umacniali tu wiarę, utwierdzali się w miłości Kościoła i ojczyzny. W tym duchu – przez wieki – na Jasnej Górze dokonywało się spontaniczne zjednoczenie wartości religijnych i narodowych, będących owocem kultu maryjnego.
Od przybycia obrazu Matki Bożej w 1384 r. rozpoczęła się w tym miejscu przedziwna epopeja maryjna, historia pełna cudownych interwencji nieba w ludzkie dzieje. Odtąd eremickie tradycje paulińskiego zakonu zeszły na dalszy plan, a na pierwszy wysunęła się służba historycznemu posłannictwu. Odtąd też stało się czcigodną tradycją, że na Jasną Górę pielgrzymowali królowie, aby zawierzyć Matce Bożej sprawy królestwa. Zdobyczne chorągwie spod Grunwaldu zawisły jako pierwsze w klasztorze jasnogórskim. Oprócz królów, częstymi gośćmi na Jasnej Górze byli hetmani i magnaci, słynni i zwycięscy wodzowie. Pozostawiali w klasztorze buławy, buzdygany, szable, zbroje czy broń zdobytą w bojach. Już to bodaj świadczy o tym, że jasnogórski Wizerunek uznano za Palladium – Ołtarz Ojczyzny, ochronę przed wrogami, a Matkę Bożą za Przewodniczkę do zwycięstwa.
Najdobitniej przymierze narodu ze swoją Królową potwierdzało się w chwilach zagrożeń, nieszczęść, ale i zwycięstw. Tak było w drugiej połowie XVII wieku, kiedy Rzeczpospolita doznała licznych nieszczęść. Najpierw w 1648 roku ogarnęła ją wojna domowa, wszczęta przez Bohdana Chmielnickiego. Słabość Rzeczypospolitej wykorzystała Moskwa, podbijając latem 1654 r. Połock, Mohylew i Smoleńsk. Kiedy następnego roku wojska carskie opanowały Mińsk i Wilno, w lipcu 1655 r. pojawił się nowy najeźdźca, król szwedzki – Karol X Gustaw. Niestety, w obliczu tego groźnego najazdu, zamiast powszechnej mobilizacji nastąpiła powszechna zdrada, w efekcie w ciągu kilku miesięcy Szwedzi zajęli niemal cały kraj. W tej sytuacji król Karol Gustaw mógłby koronować się w Krakowie na króla Polski. Mógłby, gdyby jego armia zdobyła klasztor jasnogórski.
Generał Burghardt Müller, rodowity Niemiec, który 18 listopada 1655 r. stanął pod Częstochową, dostał jasne zadanie: zdobyć ostatni bastion obrony Polaków, aby można było narzucić w tej części Europy władztwo protestantyzmu. Obrona Jasnej Góry stała się więc – co należy z mocą podkreślić – obroną narodu, niepodległego państwa polskiego i zagrożonego katolicyzmu. Nuncjusz Piotr Vidoni, będący z królem na Śląsku, informował papieża, że sytuacja Polski i Jasnej Góry jest beznadziejna, „chyba, że Cudowny obraz naszej Pani, który się tam przechowuje, do licznych cudów w tym miejscu zdziałanych, doda jeszcze ten nowy cud”. I tak się stało. Jasnej Góry Szwedzi nie zdobyli, natomiast jej obrona obudziła cały naród z letargu. Zrozumiano, że naród nie jest sam, że jest z nim jego Opiekunka i jego Królowa. Szwedzi upokorzeni odeszli spod Jasnej Góry w Boże Narodzenie. Dwa dni później hetmani Potocki i Koniecpolski, a także wojewoda Tyszkiewicz oraz delegaci szlachty i wojska kwarcianego zawiązali przeciw Szwedom konfederację w Tyszowcach. Ważnym powodem zawiązania konfederacji było właśnie oblężenie przez Szwedów Jasnej Góry – jak napisano w odezwie – najznaczniejszego miejsca Rzeczypospolitej, a także najświętszego miejsca świata chrześcijańskiego. Obrona Jasnej Góry stała się punktem zwrotnym tej wojny – co przyznali sami Szwedzi.
Skoro jest stolica, to musi być królowa
Jeszcze w trakcie oblężenia Jasnej Góry, 18 grudnia 1655 r., wyruszył król Jan Kazimierz z cesarskiego Śląska, gdzie się schronił, do ojczyzny. We Lwowie stanął 9 lutego. Tam świadomy kto pomógł ocalić państwo polskie, pełen wdzięczności za łaskę i opiekę Najświętszej Maryi Panny, wzruszony miłością do ojczyzny, jaką okazywały stany niższe, chłopi i mieszczanie, postanowił zawierzyć Rzeczypospolitą Matce Bożej, a zarazem ogłosić Ją Królową Korony Polskiej. Fakt ten pośrednio potwierdza cudowną obronę Jasnej Góry przed Szwedami. Nie chodziło bowiem w tej wojnie jedynie o militarny podbój Polski i objęcie tronu przez Karola Gustawa. Działania wojenne były wystąpieniem protestanckiej Europy przeciwko katolickiej Polsce. I kiedy wydawało się, że nic już nie zatrzyma upadku katolicyzmu, klasztor jasnogórski z cudownym Wizerunkiem Matki Bożej stał się bastionem obrony wiary i wierności Stolicy Apostolskiej. Zwycięska obrona Jasnej Góry ocaliła wiarę katolicką w Polsce, co właśnie podkreślają śluby Jana Kazimierza i ów wyjątkowy akt nadania Maryi Jasnogórskiej tytułu Królowej Korony Polskiej. Złożenie 1 kwietnia 1656 r. ślubów przez Jana Kazimierza w katedrze lwowskiej oraz obranie Matki Bożej na Królową Korony Polskiej było logiczną konsekwencją pokonania Szwedów pod Jasną Górą. To wówczas po raz pierwszy nuncjusz Vidoni – na prośbę króla – dodał do zaśpiewanej Litanii Loretańskiej trzy razy wezwanie: Regina Regni Poloniae, ora pro nobis (Królowo Korony Polskiej, módl się za nami). Tak więc Matka Boża ustami przedstawiciela Ojca Świętego, w obecności najwyższego zwierzchnika państwa, prymasa oraz przedstawicieli posłów i senatorów, została wybrana na Królową Narodu Polskiego. Odtąd, każdy kolejny król polski miał być tylko regentem, miał sprawować jakby jedynie zewnętrzne rządy, rządzić jako zastępca – w imieniu Maryi. Dla dziejów katolickiej Polski śluby lwowskie Jana Kazimierza mają niezwykłe, opatrznościowe znaczenie, podkreślają bowiem, że naród polski pośród wszystkich swych cierpień znalazł jedyne źródło nadziei w cudownym miejscu, w Częstochowie, przed Obrazem Matki Bożej na Jasnej Górze. Potwierdzono to w Konstytucji sejmowej z 1764 r., pisząc w niej m.in.: „Rzeczpospolita Polska stwierdza, że jest do swojej Najświętszej Królowej Maryi Panny w Obrazie Częstochowskim cudami słynącej zawsze nabożna i Jej protekcji w potrzebach doznająca”. Należy wprost stwierdzić, że w Ślubach Jana Kazimierza najważniejszymi elementami było obranie Matki Bożej na Królową Polski, zobowiązanie się do szerzenia Jej czci, ale też uwolnienie z „jęku i ucisku kmieci”, czyli zaprowadzenie sprawiedliwości. To istotny element polskiej maryjności: sprawiedliwość społeczna. Do niego będą nawiązywały wszystkie kolejne ponowienia ślubowań maryjnych.
Rzecz godna uwagi. Żaden z monarchów Polski, żaden prezydent ani Sejm Rzeczypospolitej nie zakwestionował, nie cofnął tego aktu prawnego z l kwietnia 1656 r. Najświętsza Panna posiada zatem rzeczywistą władzę w naszym państwie z wolnego wyboru króla i przedstawicielstwa narodu.
Królewskie berło i jabłko
W sierpniu 1920 r. niepodległość Polski odzyskana po 123 latach niewoli, znowu została zagrożona. Pod naporem wojsk bolszewickich polska armia złożona przeważnie z rekrutów, cofając się na przestrzeni kilkuset kilometrów, była w stanie zupełnego rozkładu – pisał Adam Grzymała-Siedlecki we „Wspomnieniach korespondenta wojennego”. Powstał popłoch: w rządzie i sejmie niezgoda; wśród bezrobotnych i rolników agitowano na rzecz bolszewików. Dla nikogo nie było tajemnicą, że Niemcy oczekują niecierpliwie zdobycia Warszawy. Miało to stać się hasłem do oderwania Gdańska i Górnego Śląska. Kto myślał głębiej, wiedział, że to rozprawa o całą Europę.
Gdzie szukać ratunku? W tym czasie młody dwudziestosześcioletni katecheta ksiądz Ignacy Skorupka, jak drugi ojciec Kordecki, budził wiarę w pomoc Maryi. W Neapolu wielki apostoł Różańca św. Bartolo Longo w liście otwartym do katolików całego świata przekonywał, że „Matka Boża Różańcowa, która jest Królową Korony Polskiej, nie pozwoli, by Jej ukochany naród jęczał ponownie w niewoli rosyjskiej…. Polska ma świetlaną przyszłość przed sobą”.
Wcześniej, podczas jednej z pielgrzymek na Jasną Górę, Anna Haller, siostra generała Józefa Hallera, zgłosiła rezolucję, w której znalazły się słowa o niespełnionych ślubach króla Jana Kazimierza, apelowała, aby złożyć hołd Najświętszej Maryi Pannie w Jej stolicy przez wszystkie władze oraz koronowania Jej na świecką Królową Polski. Ta śmiała i dość kontrowersyjna propozycja, przesadnie akcentująca polityczny wymiar pobożności maryjnej, choć została odrzucona, świadczyła o głębokiej wdzięczności dla Matki Bożej za Jej opiekę w latach niewoli, a zarazem kierowała uwagę na ratunek w chwili obecnej.
Biskupi polscy wystarali się w Stolicy Apostolskiej o wprowadzenie do Litanii Loretańskiej wezwania „Królowo Korony Polskiej” oraz zatwierdzenia formularza Mszy św. i oficjum brewiarzowego o Matce Bożej Królowej Korony Polskiej. Inicjatywę poparł nuncjusz apostolski w Polsce abp Achilles Ratti. Kiedy zaś wojska sowieckie zbliżały się do Warszawy, polscy biskupi zebrani w klasztorze jasnogórskim dokonali poświęcenia Polski Najświętszemu Sercu Jezusa i ponownie obrali Maryję na Królową Polski.
7 sierpnia rozpoczęła się na Jasnej Górze nowenna błagalno-pokutna w intencji ocalenia Polski. Dziesiątki tysięcy ludzi leżało krzyżem przed Jasną Górą, błagając Matkę Bożą o wstawiennictwo i ratunek dla ojczyzny. 13 sierpnia po zdobyciu przez Armię Czerwoną Radzymina, bolszewicy stanęli u bram Warszawy. Od centrum stolicy dzieliło ich tylko 14 kilometrów. W sztabie Tuchaczewskiego zapanowała euforia. Czerwonoarmiści byli pewni, że wejście do miasta to kwestia najbliższych godzin. Bolszewicy mieli o wiele liczniejszą armię, mimo to 15 sierpnia, w uroczystość Wniebowzięcia Matki Bożej, stała się rzecz niebywała: zwycięski pochód bolszewików został powstrzymany. Tuchaczewski tłumaczył swoją klęskę słowami: „Polakom dopisało szczęście…”. Polacy za odpowiedź mieli słowa: „To był cud, który sprawiła Matka Boża!”. Abp Józef Teodorowicz z całym przekonaniem powiedział, że Maryja „w wielkie swe święta (…) zwykła czynić wszelkie swe zmiłowania”. Szybko też zwycięstwo odniesione 15 sierpnia pod Warszawą określono „Cudem nad Wisłą”, wiążąc je z orędownictwem Jasnogórskiej Królowej Polski.
Naczelnik Państwa Józef Piłsudski, współtwórca niepodległej Polski, planował przybyć na Jasną Górę jeszcze w 1920 r., by podziękować za „Cud nad Wisłą” i złożyć „akt oddania Polski opiece Maryi Królowej Polski”. Nie wiemy, co stanęło mu wówczas na przeszkodzie. Przybył dopiero 20 października 1921 r. i to nieoficjalnie. W każdym razie dopiero 3 maja 1926 r., a więc 80 lat temu, dokonano dziękczynienia Panu Bogu za „Cud nad Wisłą”: delegacja polskich kobiet złożyła w ręce Matki Bożej królewskie regalia – złote berło i jabłko, ufundowane z kosztowności, o które zaapelowano do kobiet. Złoty trzon berła zawiera napis: „Matko, Królowo Korony Polskiej! My, kobiety polskie, składamy Ci to berło jako symbol władzy. Rządź nami! Niech trzy cnoty ewangeliczne: wiara, nadzieja i miłość prowadzą Twój naród do chwały. – Dziękczynne wotum za polski Cud nad Wisłą w sierpniu 1920 roku – złożone na Jasnej Górze 3 maja 1926 roku”. Natomiast na królewskim jabłku w otoce biegł napis: „Królowo Korony Polskiej! Królestwa swego strzeż!”.
Wyrazem podkreślenia znaczenia duchowej stolicy Polski były 10 lat później na Jasnej Górze obrady Synodu Plenarnego Kościoła w Polsce (24-26 sierpnia 1936), a także w tymże roku pielgrzymka polskiej młodzieży akademickiej, w której brał udział Karol Wojtyła. Nie był to, oczywiście, koniec opieki Królowej z Jasnej Góry nad polskim narodem. W kolejnych ważnych momentach polskiej historii Matka Boża zwyciężała przez opatrznościowych mężów Kościoła, którzy zawierzyli wszystko Jej wstawiennictwu. Byli to m.in.: św. Maksymilian Maria Kolbe – męczennik niemieckiego obozu w Auschwitz, Sługa Boży Prymas Polski kard. August Hlond i bł. kard. Stefan Wyszyński oraz kard. Karol Wojtyła – św. Jan Paweł II.
Zwycięstwo przyjdzie przez Maryi
100 lat temu, w 1926 r., młody biskup katowicki August Hlond został wybrany Prymasem Polski. To z nim łączymy znaną przepowiednię, wypowiedzianą na łożu śmierci: „Zwycięstwo, gdy przyjdzie – będzie zwycięstwem Błogosławionej Maryi Dziewicy”. Następnego dnia, 22 października 1948 r. zmarł w niewyjaśnionych okolicznościach. O śmierci Prymasa mówiono już wówczas jako o morderstwie dokonanym przez NKWD. Był niewygodny dla komunistów w powojennej Polsce, tak jak niewygodni byli wszyscy prymasi w krajach za żelazną kurtyną: w Czechosłowacji, na Węgrzech, w Rumunii, Bułgarii, Jugosławii… W każdym z tych krajów prymasi albo zostali skazani na długoletnie więzienia, albo zamordowani.
Trzeba nam wrócić do 22 maja 1946 r., kiedy to obradujący na Jasnej Górze biskupi polscy pod przewodnictwem prymasa Augusta Hlonda wydali alarmujący komunikat o pogarszającej się sytuacji w Kościele polskim, o tysiącach uwięzionych osób, o zabijaniu dzieci nie narodzonych, o trudnej sytuacji ekonomicznej ludności przesiedleńczej… Szukając ratunku, Prymas postanowił poświęcić Polskę Niepokalanemu Sercu Maryi w duchu fatimskim. Jak się uważa, był to opatrznościowy krok, który uratował Kościół w Polsce od zaplanowanej przez bolszewizm zagłady. Ten wielki akt zawierzenia zgromadził 8 września 1946 r. na Jasnej Górze blisko milion pielgrzymów. Była to jedna z największych wówczas manifestacji religijnych i maryjnych na Jasnej Górze. Mszę św. na Szczycie Jasnej Góry celebrował abp Adam Sapieha z Krakowa, kazanie wygłosił bp Karol Radoński z Włocławka, a biskupi i wierni powtarzali za prymasem Hlondem akt ślubowania, że „jak przez ubiegłe wieki, tak i na przyszłość naród polski wyznawać będzie Boga i Zbawiciela świata, czcić będzie swą niebieską Królową, niezłomnie trwać będzie przy Kościele Chrystusowym”. Akt ten nawiązywał i uaktualniał śluby królewskie, a dzień ten przeszedł do historii Jasnej Góry i narodu jako jedno z największych wydarzeń symbolizujących narodową jedność, wolę trwania przy Jasnogórskiej Królowej i Kościele.
I wracając myślą do proroctwa kard. Augusta Hlonda o zwycięstwie Maryi, należy przypomnieć, że umierając 22 października 1948 r. Prymas polecił swemu sekretarzowi, ks. A. Baraniakowi, aby przekazał do papieża Piusa XII jego wolę: „Moim następcą, biskup Wyszyński”. Nie pytajmy, co by z Polską było, gdyby nie było tego Prymasa! Natomiast dokładnie 30 lat po śmierci kardynała Hlonda proroctwo to dopełniło się o wprost niewiarygodne wydarzenie: w dniu i godzinie umierania Wielkiego Prymasa, rozpoczęła się w Rzymie Msza św. inaugurująca pontyfikat Jana Pawła II, który w swoim herbie papieskim umieścił słowa Totus Tuus – Cały Twój, Maryjo!
Maryjny program prymasa Wyszyńskiego
Uroczysty akt zawierzenia narodu polskiego Niepokalanemu Sercu Maryi przez prymasa Augusta Hlonda, 8 września 1946 r., był jakby fundamentem wielkiego narodowego programu maryjnego, wprowadzeniem do jubileuszu 300-lecia Ślubów Królewskich (1956), do Wielkiej Nowenny przygotowującej naród do obchodów Tysiąclecia Chrztu Polski (1957-1966), do Milenium (1966), łączącego się z nawiedzeniem kopii Cudownego Obrazu Matki Bożej wszystkich parafii w Polsce.
Należy pamiętać, że w tej wrześniowej uroczystości w 1946 r. wśród polskich biskupów pierwsze kroki stawiał przyszły Prymas Tysiąclecia, bp Stefan Wyszyński. Jako tyle co konsekrowany na biskupa do Lublina w liście pasterskim po uroczystościach pisał, że „Jasna Góra nowe przeżywa oblężenie! Nie wróg ci to, choć szturm za szturmem idzie na wały klasztorne! To oblężenie serc, to mobilizacja ducha narodu! Zbiegła się tu Polska cała, zbudzona dzielnym przykładem męskiej młodzieży akademickiej, by Maryi dziękować, by Ją wielbić, by składać ofiary i śluby, by prosić! W ślubach tych niemal wszystkich stanów i zawodów przebija moc jednocząca naród w czci ku Najświętszej Maryi Pannie, w zdecydowaniu wokół wyznawania, bronienia i szerzenia wiary katolickiej, stosowania zasad Chrystusa w życiu zawodowym, społecznym, narodowym i państwowym”. Ten najmłodszy w Episkopacie Polski biskup, od początku swojego posługiwania Kościołowi i narodowi, dokonał wyboru maryjnej drogi dla swojej przyszłej prymasowskiej służby. Wyboru ściśle związanego z Matką Bożą, Królową Polski z Jasnej Góry.
Kiedy w 1953 r. został przez komunistów uwięziony, skierował swoją uwagę na znaczenie Jasnej Góry dla Kościoła w Polsce. Pisał w „Zapiskach więziennych”, że „w najbardziej dramatycznych okolicznościach dziejowych, stamtąd zawsze płynęła nadzieja”. Nic więc dziwnego, że w tragicznej sytuacji wojny komunistów z Kościołem narodziła się w 1956 r. idea ratunku dla Polski poprzez odnowienie Ślubów Królewskich w 300. rocznicę ich złożenia Matce Najświętszej przez króla Jana Kazimierza. To w więzieniu narodziła się także myśl Wielkiej Nowenny Tysiąclecia – dzieła moralnego odrodzenia narodu przed milenium chrztu w 1966 r., a co za tym idzie, oddania narodu w macierzyńską niewolę Maryi za wolność Kościoła w Polsce i w świecie. Pisał o tym Prymas uwięziony w Komańczy: „Obrona Jasnej Góry dziś – to obrona duszy chrześcijańskiej Narodu”. W tym duchu napisał Ksiądz Prymas nowy tekst ślubów, dostosowany do współczesnych potrzeb. Wówczas też zrodził się pomysł nawiedzenia kopii wizerunku Matki Boskiej Częstochowskiej wszystkich parafii w Polsce.
Testament prymasa Augusta Hlonda, aby polski naród zawierzać Maryi, stał się duszpasterskim programem jego następcy – kardynała Stefana Wyszyńskiego. To on, „stawiając wszystko na Maryję”, zawierzył Matce Najświętszej swój los osobisty i los Kościoła w Polsce. W czasie uwięzienia (25 IX 1953 – 27 X 1956) prymas Wyszyński wypracował program duszpasterski, który wyraził się w Jasnogórskich Ślubach Narodu, w Wielkiej Nowennie przed milenium chrześcijaństwa w Polsce oraz nawiedzeniu przez obraz Jasnogórskiej Matki Królowej Polski każdej parafii w kraju.
Początkowo na Jasnej Górze rozważano, czy nie poczekać ze złożeniem tych Ślubów Narodu do czasu, aż wróci z więzienia Prymas. Jednak 16 maja 1956 r., w dzień św. Andrzeja Boboli, którego uważa się za autora bądź współautora tekstu Ślubów Królewskich, ksiądz Prymas napisał tekst Jasnogórskich Ślubów Narodu Polskiego i załączył słowa: „Składać Śluby, a Matka Najświętsza zwycięży”. Tak też było. Na Jasnej Górze 26 sierpnia 1956 r. na zakończenie sumy przed cudownym Obrazem bp Michał Klepacz odczytał tekst Ślubów, a odpowiadała mu milionowa rzesza wiernych słowami: „Królowo Polski, przyrzekamy”! Potem cudowny Obraz zdjęto z ołtarza i pobłogosławiono nim zgromadzonych pielgrzymów. Setki tysięcy rąk z różańcami i krzyżami wyciągnęło się w górę, było słychać szloch i pobożne wołania. To był niesamowity widok, prawdziwy cud, aby zorganizować taką uroczystość i wypowiedzieć słowa ślubowania, które wbrew komunistycznym prognozom o zmieceniu Kościoła z powierzchni ziemi, wyśpiewały hymn zwycięstwa wiary, słowa o świętości rodziny, trwaniu w obronie nienarodzonych, walce z wadami narodowymi, rozwijaniu miłości i sprawiedliwości społecznej. Dzień ten wzbudził przekonanie, że istnieje siła, która może poruszyć cały naród, że obraz Królowej Polski jest znakiem, przez który Bóg ukazuje swoją potęgę.
Dwa miesiące po akcie ponowienia Ślubów Królewskich, a właściwie Ślubów Jasnogórskich, Prymasowi przywrócono wolność. Śluby stały się podstawowym programem misji Kościoła i życia wierzącego narodu, ich realizacja była też niejako warunkiem pomyślnej przyszłości. Liczące często kilkaset tysięcy wiernych pielgrzymki, spieszyły każdego roku 3 maja, 15 i 26 sierpnia oraz 8 września na Jasną Górę, aby zaświadczyć o swojej miłości i oddaniu Matce Bożej Jasnogórskiej, Królowej Polski. Kardynał Stefan Wyszyński był w tych latach dla Jasnej Góry i Kościoła człowiekiem opatrznościowym, posłanym na trudne czasy przez Bożą Opatrzność, aby przyszło zwycięstwo Matki Bożej – co zapowiedział umierający kard. August Hlond. Prymas Wyszyński „wszystko postawił na Maryję”, cechowało go zrozumienie świętości i proroczej misji Jasnej Góry dla Polski. Zawierzając wszystko Maryi, stał się niezłomnym obrońcą wolności i praw Kościoła, szczególnym czcicielem Matki Bożej Jasnogórskiej, której zawierzył losy narodu. Tę opatrznościową misję Prymasa dobrze wyraża poświęcony mu pomnik, umieszczony przed jasnogórskim Sanktuarium, nazwany „pomnikiem pokory”.
Jasnogórskie Śluby Narodu z 1956 r. stały się programem Wielkiej Nowenny przed Jubileuszem Tysiąclecia Chrztu Polski. 3 maja 1957 r. rozpoczęła się Wielka Nowenna Tysiąclecia, a od sierpnia wędrówka obrazu Nawiedzenia. Prymas postanowił w ramiona Maryi oddać „wszystko, co Polskę stanowi”. Wołał: „Pomóżcie mi wszystko w Polsce oddać Matce Najświętszej! Oglądałem się za pomocą, szukałem, gdzie mam ubezpieczyć prześladowany Kościół i zmagający się Naród. I znalazłem Jej dłonie. Nie bójcie się oddać Matce Najświętszej. Pomóżcie mi wszystko złożyć w Jej świętą niewolę miłości. Ona pomoże nam uratować Kościół i Ojczyznę naszą”. Niezwykłe było to rozpoznanie znaczenia Jasnej Góry przez Prymasa.
26 sierpnia 1957 r., w pierwszą rocznicę Jasnogórskich Ślubów Narodu, rozpoczęło się, trwające ponad dwadzieścia lat, pierwsze nawiedzenie kopii jasnogórskiej Królowej wszystkich parafii diecezji polskich. Szczytem był rok milenijny 1966, kiedy to 3 maja na Jasnej Górze kopię Wędrującej Pani ustawiono przy głównym ołtarzu na jasnogórskim Szczycie, by mogła odbierać cześć od niezliczonych rzesz pielgrzymów. Podczas uroczystej Mszy św., Episkopat Polski pod przewodnictwem Kardynała Wyszyńskiego ponowił „Akt oddania Narodu w macierzyńską niewolę Maryi za wolność Kościoła w Polsce i w świecie”.
Nawiedzenia, jak się okazało, tego duchowego znaku obecności Matki Bożej w każdej polskiej parafii, nie mogły znieść komunistyczne władze. Obraz został aresztowany i od 4 września 1966 r. przez sześć lat przebywał zamknięty w kaplicy św. Pawła Pierwszego Pustelnika w jasnogórskiej bazylice i był strzeżony jak więzień przez dwa posterunki milicji przy bramach Sanktuarium. 13 czerwca 1972 r. Obraz po przygodach godnych najbardziej sensacyjnego filmu, został „wykradziony” (oczywiście za wiedzą Księdza Prymasa) przez ks. Józefa Wójcika z diecezji sandomierskiej i 18 czerwca włączony na trasę Nawiedzenia w Radomiu. W minionych sześciu latach Nawiedzenie odbywało się przy pustych ramach.
Tegoroczne maryjne rocznice: 3 maja, 15 i 26 sierpnia oraz 8 września, przywołują na pamięć historyczne wydarzenia, bez których Polska jako naród i państwo nie miałaby tysiącletniej przeszłości. Dlatego nawiązując do początkowych myśli w tym tekście, polskość, katolickość i maryjność albo będą wieczne w narodzie, albo naród przepadnie. Te siły, które próbują je osłabić, nie zwyciężą. A dowodzi tego zaszczytna dla nas, jedna z wielu, mistyczna i Boża historia ustanowienia Matki Bożej Królową Polski. Ona ma siłę nas odrodzić, wymaga jednak oddania się Jej w opiekę i oczekiwania pomocy.
O tym maryjnym doświadczeniu Polaków powiedział Jan Paweł II do biskupów polskich, przybyłych w styczniu 1993 r. z wizytą ad limina: „Maryja jest Królową Polskiej Korony, jest Królową Polski. Maryja jest Królową polskich spraw, polskich trudów, polskich cierpień i polskich zwycięstw (…) Doświadczenia przeszłości uczą nas, w kim szukać oparcia, kto jest tym największym sprzymierzeńcem Kościoła i Narodu. To, co się nawiązało między Matką Bożą, Matką Kościoła, Królową Polski a Kościołem i Narodem w Polsce jest swego rodzaju przymierzem”.