Nie pokazuje zębów, nie straszy pazurami
WPIS nr 3/2026
Wojna z reżimem w Iranie wybuchła w okresie Wielkiego Postu, wydało mi się więc słuszne, że podczas rekolekcji jeden z kapłanów porównał to teokratyczne państwo rządzone przez ajatollaha Alego Chameneiego do królestwa szatana. Ów kapłan nie wymyślił tego na poczet swego kazania, bo w mediach można usłyszeć podobne określenia dla panującej w Iranie islamskiej tyranii. Ale Iran nie jest wyjątkiem, obecnie takich „królestw” Złego, czyli szatana, dałoby się na świecie wskazać więcej. I niekoniecznie muszą to być konkretne państwa, mogą to być pojedynczy ludzie-władcy, szefowie rządów, ministrowie, miliarderzy owładnięci demoniczną mocą rządzenia i gromadzenia z pomocą demonicznego „księcia tego świata”, „ojca kłamstwa”.
Nie chcę poruszać spraw toczącej się wojny w Iranie, ani też wskazywać nazwisk demonicznych jednostek, natomiast zaintrygowały mnie słowa o szatanie, kim jest, skoro ma na ziemi swoje królestwa oraz swoich przedstawicieli. Pismo Święte nazywa szatana złym duchem, kusicielem, księciem tego świata, wielkim smokiem, wężem starodawnym, ojcem kłamstwa… Biblia, zwłaszcza Nowy Testament potwierdza, że istnieją we wszechświecie moce, które ,,czynić będą tak wielkie znaki i cuda, iż mogą uwieść nawet wybranych” (Mt 24, 24); że są „aniołowie światłości” (2 Kor 11, 14) oraz istnieją „anioły szatana” (Mt 25, 41; 2 Kor 12, 7); że oprócz Boga, Stwórcy nieba i ziemi istnieje również „pierwiastek duchowy zła” (Ef 6, 12), „władca w mocarstwie powietrza” (Ef 2, 2); że istnieje „książę tego świata” (J 6, 70; 8, 44; 13, 2; 13, 27), który jest „kusicielem” (Mt 4, 3), który „stawia sidła” (2 Tm 2, 26). I bardzo ważne stwierdzenie: dwie potęgi, Boska i szatańska, mogą być przez człowieka odbierane podobnie, ponieważ szatan „ubiera się w szaty boże, aby zwodzić” (Mt 24, 24).
Mieli tego świadomość święci. Jan od Krzyża kiedyś na pytanie, dlaczego jest tak śmiertelnie blady, odpowiedział: „Byłem tak strasznie dręczony przez szatana, że po prostu nie wiem, w jaki sposób pozostałem jeszcze przy życiu”. Święty Ojciec Pio mawiał, że szatan jest podobny do psa na łańcuchu. I pouczał: „Trzymaj się od niego z dala, a cię nie ugryzie”. Nie zawsze można skorzystać z tej przestrogi, ponieważ pokusy, kłopoty i niepokoje często dotykają ludzkiego wnętrza, rozwijają się bez hałasu, a ujawniają się dopiero wówczas, gdy natrafią na sprzyjającą okazję. Dlatego Ojciec Pio upominał: „Jeśli coś ma nas napawać trwogą, to pokój i harmonia panujące między naszą duszą a diabłem”. Święty zakonnik, naznaczony stygmatami Chrystusa, musiał być poniewierany przez szatana, skoro zapisał w notatkach: „Czuję, że znajduję się w szponach szatana, który chce mnie wyrwać z objęć Jezusa. Mój Boże, jakaż to straszliwa walka! Są takie chwile, że niewiele brakuje, bym stracił głowę. Gwałt sobie muszę zadać, aby do tego nie dopuścić. Ileż łez wylałem, ileż westchnień skierowałem ku niebu z błaganiem o wyzwolenie. I jak na razie bez rezultatu. Mimo to nie ustanę i będę błagał Jezusa”. Ojciec Pio nie miał od szatana chwili spokoju, dnia odpoczynku, godziny bez bólu. Pytał więc swego kierownika duchowego: „Jaki cel ma w tym Bóg, który szatanowi daje taką wolność i potęgę?!”
Bunt aniołów
Dwie potęgi Boska i szatańska toczą ciągłą walkę, są w opozycji wobec siebie, o czym czytamy w Księdze Apokalipsy: „I stała się wielka bitwa na niebie: Michał i aniołowie jego walczyli ze smokiem: i smok walczył i aniołowie jego, i nie przemogli, i nie znalazło się już miejsce ich w niebie. I zrzucony został ów smok wielki, wąż starodawny, którego zowią diabłem i szatanem, który zwodzi wszystek świat i zrzucony został na ziemię i aniołowie jego z nim zrzuceni zostali” (Ap. 12, 7-9).
Mowa o buncie aniołów. Miejscem ich strącenia z nieba jest ziemia. To była kara za wypowiedzenie posłuszeństwa Bogu, a właściwie za próbę wyeliminowania Boga. Lucyfer sam pragnął zostać Bogiem (por. Iz 14, 13). Lucyfer był aniołem światłości. Jego imię oznaczało jutrzenkę. Dopiero po buncie, kiedy odmówił służenia Bogu, stał się aniołem ciemności. Księga Apokalipsy opisuje jego walkę i strącenie na ziemię. Odtąd Lucyfer prowadzi walkę na ziemi, kierując swój gniew przeciw człowiekowi.
Wymowna jest scena kuszenia Chrystusa, Syna Bożego, na pustyni, aby złożył szatanowi pokłon (Mt 4, 8). Ta scena obrazuje „wieczne” pragnienie szatana dominowania nad wszystkim. Kto mu się nie podda, zostaje znienawidzony. Św. Jan Ewangelista powie o nim: „On był mężobójcą od początku i w prawdzie się nie ostał, bo w nim prawdy nie ma: gdy mówi kłamstwo, z własnego mówi, gdyż kłamcą jest i ojcem kłamstwa” (J 8, 44). Czy to znaczy, że moc diabła przekracza możliwości ludzkiej obrony? Czy szatani mogą „bawić się” człowiekiem? Którymi „drogami” najłatwiej trafiają do człowieka? Czy przez rozum i wolę, czy przez zmysły, wyobraźnię, wrażliwość, pamięć?
Najbardziej wyrazistym przykładem sprytu i działania szatana było kuszenie Ewy w raju. Z jaką umiejętnością wąż zasiał wątpliwości w umyśle pierwszych ludzi, doprowadzając do złamania zakazu Bożego. „Bóg powiedział: Nie wolno wam jeść owocu z tego drzewa, a nawet go dotykać, abyście nie pomarli”. Natomiast wąż rzekł do człowieka: „Na pewno nie umrzecie, ale wie Bóg, że gdy spożyjecie owoc z tego drzewa, otworzą się wam oczy i tak jak Bóg będziecie znali dobro i zło” (Rdz 3,1-7).
Jest to klasyczny przykład szatańskiego kuszenia. Jego kłamstwo zasiewa najpierw niepokój w umyśle, ponieważ zostaje przekazane jako coś dobrego. Tym dobrem jest obietnica, że człowiek stanie się równy Bogu. Jak trudno oprzeć się takiej pokusie. Ta pierwsza w historii bitwa o wolną wolę została wygrana przez szatana. Papież Jan XXIII zwykł mawiać, że diabeł opanował sztukę kuszenia do perfekcji, dlatego rzadko kiedy atakuje frontalnie, wprost. Preferuje działanie z zasadzki – zwodzące i przewrotne. Nie prowadzi wojen, bo te mogłyby się spotkać z dobrze zorganizowaną obroną. Nie pokazuje zębów, nie straszy pazurami. Woli używać pochlebstw i obietnic. Pokonuje człowieka powoli, od wewnątrz, tak, by każdy sądził, że sam jest zwycięzcą.
Czy te słowa o istnieniu osobowego Zła należy rozumieć dosłownie, czy też można je uznać za pewną metaforę zła, obrazowe ostrzeżenie? Albo też inne pytanie: czy szatan ma przyzwolenie od Boga, aby zwodzić ludzi? Tu przychodzi mi na myśl wydarzenie z życia papieża Leona XIII, który 13 października 1884 r. po odprawieniu Mszy św. w prywatnej kaplicy w Watykanie, miał apokaliptyczną wizję, po której ułożył modlitwę do św. Michała Archanioła z zaleceniem odmawiania jej po każdej Mszy św. Podobno papież był świadkiem targowania się szatana z Bogiem, który twierdził, że w ciągu stu lat może zniszczyć Kościół. Czy to widzenie było prawdziwe? Faktem jest, że apokaliptyczna wizja papieża zaważyła na jego odważnym nauczaniu, a także wewnętrznym przekonaniu, że zło jest działaniem żywej istoty. Wprowadzona przez niego modlitwa do św. Michała Archanioła była odmawiana przez kapłanów po każdej Mszy św. aż do Soboru Watykańskiego II. Obecnie znowu stała się nagląco potrzebna.
Zmowa milczenia
W połowie XIX wieku ludzie zaczęli usuwać z pola swoich zainteresowań wyobrażenia o szatanie i piekle. Racjonaliści odrzucając istnienie Boga, zaprzeczali jednocześnie istnieniu zła i piekła, rugowali z ludzkich umysłów wszystko to, co nadprzyrodzone i niewytłumaczalne. Sekundowali temu również ci teologowie, którzy zaczęli dowodzić, że dobry Bóg nie mógłby skazywać ludzi – swoje najpiękniejsze stworzenia – na wieczne potępienie. Część ówczesnych teologów odeszła od rozważań na temat umiejscawiania nieba i piekła, a wielu z nich zaczęła te pojęcia ujmować symbolicznie, jako stany bliskości i oddalenia od Boga.
Stąd też Dostojewski twierdził, że największym zwycięstwem diabła w XIX wieku było to, że ludzie przestali wierzyć w jego istnienie. Nie był on w swoim stanowisku odosobniony. Podobne opinie głosili Baudelaire oraz Gide. Ignorowanie diabła, według nich, jest najlepszą służbą właśnie jemu. A konsekwencje? Kiedy na początku XX wieku rosyjski pisarz i filozof Włodzimierz Sołowiow czytał publicznie w Petersburgu swoje opowiadania o spotkaniu z diabłem pewnej letniej nocy w kabinie statku na Morzu Śródziemnym, zebrana publiczność zareagowała burzą protestów, śmiechów, szyderstw, a studenci politechniki ogłosili autora wariatem. To „wyparcie” ze świadomości istnienia szatana, przyniosło wkrótce zmiany w kulturze, polityce oraz zachowaniach społecznych: ideologię śmierci Boga, ateizację, materializm, sekularyzację, nazizm, komunizm czy feminizm.
Powodzenie i skuteczność zastosowania taktyki niemówienia o diable, pozwoliło szatanowi ujawnić się: w 1966 r. w Stanach Zjednoczonych powstał oficjalnie pierwszy „kościół” szatana. Bardzo znamienny jest także współczesny rozwój czarnoksięstwa wśród niektórych skrajnych ugrupowań feministycznych. Liczne grupy młodzieży we Francji uczestniczą w seansach spirytystycznych. Większość rodziców i wychowawców uważa to za niewinne zabawy, niestety, bardzo wielu młodych zrywa później z Kościołem, a nawet zwalcza wiarę katolicką.
Andre Frossard, autor wielu znakomitych książek, jedną z nich poświęcił mocom zła a zatytułował ją: „36 dowodów na istnienie diabła”. Książka napisana jest dowcipnie i dość przewrotnie. Zawiera 36 listów diabła do pisarza na najbardziej aktualne współczesne tematy. W jednym z pierwszych listów czytamy o stosunku katolików do szatana. Diabeł pisze m.in.: „Średniowiecze widziało mnie wszędzie, a przecież nigdzie mnie nie było. Popędzany przez waszych egzorcystów, odpychany przez niepowstrzymane fale wody święconej, która zalewała mi twarz niczym morskie bałwany, przekreślany niezliczonymi znakami krzyża, na wpół uduszony przez wasze szkaplerze, stawiany pod pręgierzem na kapitelach waszych katedr, zredukowany zostałem przez waszych kaznodziejów do biblijnego obrazu Węża. A przecież to obraz fałszywy (…) Mam wielce niemiłe wspomnienia z tamtych czasów i już dosłownie nie wiedziałem, jak się z tego wyplątać, kiedy przyszła mi do głowy myśl genialna. Wylansowałem słowo <obskurantyzm>, pochwycone od razu z entuzjazmem przez waszych humanistów, którzy mu zapewnili świetną karierę (…) Następnym przejawem geniuszu – nie jestem skarbcem w tej dziedzinie – było mówienie o <wieku> lub <filozofii Oświecenia>, dokładnie wtedy, gdy wygasały płomienie duchowości i kiedy w waszych salonach błyszczało tylko coś w rodzaju fosforyzujących ogników, krótkotrwałych i z lekka pachnących siarką, co w waszym języku nazywa się esprit. Mój wiek XVIII udał mi się nadspodziewanie dobrze. Wolter uchodził wtedy za światło stulecia. Byle kto mógł wynieść z lektury jego dzieł miłe wrażenie, że jest niesłychanie inteligentny, a przecież tego właśnie trzeba, żeby pozyskać klientelę. Człowiek Średniowiecza, który wynalazł prawa dla zakonów rycerskich i dwornej miłości, był uważany za nieokrzesanego draba. Tymczasem markiz de Sade ze swoim zestawem instrumentów sadystycznych, obrzydliwością językową i haniebnym bigosem perwersji seksualnych uchodził za wzór wyrafinowania. Można dostać zawrotu głowy od tych przeinaczeń. Najlepiej bawię się, kiedy widzę, że w waszym pojęciu Napoleon to wielki sentymentalista (…) Zdaje się wam, że robicie, co wam się podoba a tymczasem spełniacie moją wolę szybko i dokładnie. Zaledwie sformułowałem życzenie, a już zabieracie się do wykonania…”.
„Czuję przez skórę – mówi dalej diabeł w książce Frossarda – że koniec Kościoła już blisko. Kościół pochylił się bardziej niż wieża w Pizie i nie widzę nikogo, kto by mógł go podeprzeć. Jego struktury się rozłażą, a spustoszenie w doktrynie rychło osiągnie szczyt (…) Gdyby Chrystus pojawił się znowu, żeby jeszcze raz zadać fundamentalne pytanie Ewangelii: <Piotrze czy kochasz mnie?>, biskupi nie mieliby odwagi udzielić odpowiedzi bez odpowiedniej konsultacji. (…) Następca Piotra jest atakowany ze wszystkich stron. Niektórzy odbierają mu nieomylność, bo dziś wszyscy są nieomylni z wyjątkiem papieża. Inni mnożą jednocześnie oznaki szacunku i zniewagi, Kościół aż kipi od reformatorów, którzy udają, że reformują innych, aby uniknąć zreformowania samych siebie. Ksiądz, który dawniej łamał zasadę celibatu, oskarżał samego siebie o słabość. Dziś oskarża społeczeństwo, które go uformowało i żąda zniesienia reguły, bo on nie potrafi jej sprostać. Innymi słowami, jest to marynarz, który nie znosi pływania i będąc podatny na morską chorobę wymaga, aby marynarka wyciągnęła na brzeg swoje okręty. Czy muszę jeszcze tłumaczyć, na co cierpi wasz Kościół? Cierpi na wzdęcie pychy takie, że cała budowla może się rozpęknąć (…) Każdy chrześcijanin uważa się dziś za zdolnego, by sądzić i rozstrzygać za siebie i za innych, za papieża, a jeśli zachodzi potrzeba, to i za Pana Boga też”.
„Przewrotna moralność – mówi diabeł w innym liście – ma swój odpowiednik w zboczeniach obyczajowych. W tej dziedzinie pod moją batutą, robicie piorunujące postępy. Słyszałem jak młody klecha niefrasobliwie udowadniał, że Pismo Święte wcale nie potępia pederastii i że Sodoma zginęła z zupełnie innych powodów niż ten, który jak dotąd od 4 czy 5 tysięcy lat, uchodził za przekonywający”.
Na temat manipulacji genami szatan też ma coś do powiedzenia. „Z chwilą, kiedy wasi biologowie wynajdą metodę wywoływania zmian w naturze człowieka poprzez manipulację genami – co nastąpi za niedługo – proszę mi wierzyć, będą je stosować, tak jakby od zarania dziejów mieli za zadanie zaludnić ziemię bydlętami. Naukowiec działa poza dobrem i złem, we wzniosłej atmosferze czystej wiedzy”. „Narkotyki – mówi wielki Inkwizytor – stanowią niezły sposób ucieczki z tego świata bez udawania się donikąd. (…) Religia jest opium ludu, mawiał Karol Marks. To było dawno temu. Tezę należy odwrócić: to opium stało się religią ludu”.
Niezwykła jest ta książka Frossarda. Ukazuje, że wszelkie manipulacje kulturą, nauką i etyką płyną z pokus diabła, są jego dziełem. Rozmiar dewastacji ekologicznej, rozwój produkcji broni na niespotykaną skalę, manipulacja genami rozpad więzi rodzinnych i społecznych, gwałty i zabójstwa, wojny… to wszystko prowadzi ludzkość prosto w objęcia szatana. Diabeł wychwala swoich uczniów: Woltera, Hegla, Marksa, Sartra, Freuda… Dzięki nim ludzie wierzą w intelekt. „Zniesiono” grzech, sumienie, cnoty miłości czy wierności. Wolno zabijać nienarodzonych, masa wzięła górę nad jednostką, ludzi oderwano od kontaktu z przyrodą. A konsekwencje? Hitlerowcy, często dobrzy ojcowie rodzin, miłośnicy muzyki i sztuki rozbijali o mur główki noworodków, zapędzali do komór gazowych miliony niewinnych osób.
Nie można jednak zrzucić winy za wszystko zło na szatana. Winę za hitlerowskie zbrodnie ponoszą ludzie i tylko ludzie. Z pewnością jednak istnieje zło popełniane przez ludzi, które moglibyśmy uznać za sataniczne. Programowa przewrotność, uznawanie czarnego za białe, rozmyślne działanie na szkodę drugiego…, czy można w takich przypadkach mówić tylko o złej woli? A gdyby postawić pytanie: skąd zła wola czerpie swą moc?
Współczesny satanizm
Czy to jedynie przypadek, że w dobie panowania rozumu i wiedzy swoisty renesans przeżywają senniki, horoskopy, wróżby i przepowiednie? Popatrzmy na tytuły kolorowej prasy, rozchodzącej się w milionowych nakładach. Przynoszą jakąś namiastkę religijności, nabożnego obrzędu, imitacji wiary, pseudomistyki, pochwały sekt, skutecznie oddalają od Kościoła. W każdym jednak przypadku są rozpaczliwą próbą pokonania bariery ludzkiej świadomości, oznaczają pragnienie dotarcia do tego, co transcendentne.
Z drżeniem i trwogą czytamy tam o przypadkach zachowań niewytłumaczalnych w żadnych kategoriach. Oto ktoś wylatuje w powietrze na kilka metrów w górę, mówi językami, których uprzednio nie znał, przejawia nieprawdopodobną siłę fizyczną. Ale też z przerażeniem czytamy o zbrodniach i nieprawościach tak okrutnych i na taką skalę, że trudno je wyjaśnić w kategoriach tylko psychologicznych, społecznych czy politycznych. Czy takie przypadki nie powinny nam sugerować oddziaływania na człowieka istoty demonicznej?
W czasach Pana Jezusa opętania były często spotykane. W XIX wieku kwitowano je śmiechem. Dziś na Zachodzie, a zwłaszcza w Stanach Zjednoczonych temat ten nie wzbudza już żartów, ale strach. Bardzo wiele rodzin zostało dotkniętych czyimś opętaniem, wstąpieniem do grupy satanistów. Ich ideą jest walka, agresja, niszczenie. W kulcie diabła wszystko jest na opak: odwrócony krzyż, naga kobieta zamiast hostii, czerń, ponury nastrój, „ofiary” ze zwierząt. Ten kult jest czymś tak przeciwnym rozsądkowi, że powinien zmuszać do głębokiego zastanowienia. Ale też satanizm jest owocem kryzysu zaufania na linii: człowiek – Kościół. Jest to swego rodzaju ,,choroba na śmierć” – o czym pisał Kierkegaard. Satanizm sprzyja rozwojowi tego, co tajemne, obce, irracjonalne. Jego owocem jest rozpad tradycyjnych religii i Kościołów, a w zamian pojawienie się religii zastępczych, kult istot pozaziemskich, poszukiwanie kontaktów z zaświatami.
Sandor Anton Le Vey, emigrant węgierski z 1956 r. nazywany przez swoich wyznawców „czarnym papieżem”, jest autorem „czarnej biblii”, zbioru zasad współczesnego ruchu satanistów. Wydana po raz pierwszy w San Francisco w 1966 r. rozprzestrzeniła się błyskawicznie po całym świecie. Podane są w niej wskazówki i przepisy obrzędów związanych z kultem szatana. Treść niektórych rozdziałów tej biblii jest szokująca: świadectwo nowej ery szatana, dziesięć satanistycznych praw i objawień, piekło, jak sprzedać duszę diabłu, satanistyczny seks, zaspokajanie żądz zamiast ascezy, czarna msza, diabelskie imiona, wezwania… W biblii La Veya eksponowane są trzy rodzaje wartości: słowo – jako nośnik informacji; pobłażliwość – jako pewien zabieg socjotechniczny polegający na zacieraniu granicy między dobrem a złem, prawdą a kłamstwem; muzyka – jako nośnik emocji i treści łatwo trafiającej do młodzieży.
Ruch satanistyczny skierowany jest przede wszystkim przeciw chrześcijaństwu, a w szczególności przeciw Kościołowi rzymskokatolickiemu i osobie papieża. W USA ukazują się oficjalnie drukiem całe serie wydawnicze zwalczające hierarchię katolicką, dogmaty i papieża w imię zwycięstwa szatana. Ponadto doskonale prosperują sklepy z satanistycznymi akcesoriami: kadzidłem, czarnymi ornatami, miotłami czarownic, sproszkowanymi oczami żab i wysuszonymi ciałami węży, broszkami w kształcie odwróconego krzyża i łbów kozła. Kupić też można płyty zespołów grających w stylu heavy metal z satanistycznymi tekstami piosenek i wideokasety z utrwalonymi, przerażającymi cmentarnymi obrzędami. Sami muzycy nie ukrywają, że są pod wpływem tajemnych sił, kierowani przez demony, nieobce są im halucynacje, stany opętania, zamroczenie narkotyczne.
W istocie sam rock nie stanowi formy satanizmu. Jednak to nie przypadek, że wśród wykonawców czy fanów dochodzi w nim do świadomych aktów oddawania czci diabłu. Rene Laurentin, znany francuski teolog, w książce poświęconej temu zagadnieniu pisze, że wielu piosenkarzy rockowych oddało się szatanowi i czciło go mniej lub bardziej jawnie. Niekiedy w zamian za to odnosili wielki sukces, ale często kończyli samobójstwem, bo szatan nie ma przyjaciół tylko niewolników.
Według satanistów, satanizm to przeciwieństwo chrześcijaństwa z jego miłosierdziem, dobrocią, ze śmieszną zasadą, by temu, kto w ciebie kamieniem – ofiarować chleb. To ideologia mięczaków, którym się w życiu nie powiodło, bo byli zbyt słabi lub leniwi, czekając na zadośćuczynienie w niebie. Chrystianizm nie ma żadnej przyszłości, w naszym ruchu wszystko jest w stosunku doń na opak. Satanizm to afirmacja doczesności i cielesności: na dobro odpowiadamy złem, na pochwałę kopniakiem: kota, psa, które się do nas łaszą, będziemy musieli zabić.
Kościół nie może uniknąć dzisiaj tematu diabła. Jest on poważnym problemem jego duszpasterskiej misji w świecie. Kard. L. Suenens uważał: „Albo przyjmuje się istnienie Diabła, ryzykując przeciwstawienie się współczesnej krytycznej mentalności, lub też odrzuci się go, co jest przeciwstawieniem się Tradycji Kościoła i Ewangelii”.
Maryja na ratunek
Wielowiekowa tradycja utożsamia Niewiastę z Apokalipsy oraz z Protoewangelii – jak nazywamy werset z Księgi Rodzaju 3,15 – z Maryją. Stąd rola Maryi w planie zbawienia jest szczególna. Biblia zaczyna się i kończy słowami o Maryi, Tej, która w sposób najbardziej pełny uwierzyła Bogu i znalazła się przez to w samym centrum walki ze złem, walki, którą szatan prowadzi z Bogiem i z całym stworzeniem. Tę wielką rolę podjęła Maryja, godząc się na Boże macierzyństwo. Została Matką Odkupiciela. Na mocy zasług Chrystusa, „Maryja jest pierwszą wśród odkupionych. Jest też pierwszą spośród wezwanych do chwały” (Pius XII).
W trwających od 1980 roku objawieniach maryjnych w Medziugorje na szczególną uwagę zasługują wypowiedzi Matki Bożej o walce z szatanem. Objawiająca się Pani twierdzi, że stacza z nim bezwzględną walkę, powtarza apel o modlitwę, wskazując, że jest to jedyny sposób zwalczenia Złego Ducha. Pani często mówi: „W tych dniach szatan pragnie przeszkodzić moim planom. Módlcie się, by nie spełnił się jego zamiar. Ja będę prosiła swego Syna Jezusa, by dał wam łaskę, byście dostrzegli w pokusach szatana Jezusowe zwycięstwo” (12 VII 1984). Kilka dni później tłumaczy: „W tych dniach poczuliście działanie szatana. Zawsze jestem z wami i nie obawiajcie się pokus, gdyż Bóg czuwa nad nami nieustannie. A ja dałam wam siebie i przeżywam z wami najmniejszą pokusę”. W tej walce Matka Boża nie chce być sama, dlatego prosi: „Módlcie się, gdyż szatan wciąż pragnie zburzyć moje plany. Módlcie się sercem i w modlitwie ofiarujcie siebie Jezusowi!” (11 VIII 1984)
Ataki szatana na przełomie lat 1984/1985 jakby nasilają się. Pani mówi: „W te święta szatan w szczególny sposób pragnął przeszkodzić w Bożych planach. Wy, drogie dzieci, w sam dzień Bożego Narodzenia poznałyście szatana. Lecz Bóg zwyciężył we wszystkich waszych sercach” (27 XII 1984). Kolejne orędzia ukazują plany Maryi uczynienia z Medziugorje wzór rozmodlonej parafii. Bardzo jej na tym zależy. W tym realizuje się pewien plan Boży. Szatan pragnie go zniszczyć. O jego atakach dalej Matka Boża informuje młodych. W początkach 1985 r. apel o modlitwę w związku z agresją szatana staje się dramatyczniejszy. Szatan zaczyna zwyciężać. Matka Boża musi prosić Syna o pomoc.
W sierpniu 1985 r. mówi wprost: „Szatan zniszczył część moich zamierzeń, chciałby przywłaszczyć sobie to, co moje. Módlcie się, aby do tego nie doszło, abym was mogła przywrócić Bogu”. 5 września tego roku przesłanie wreszcie bardziej optymistyczne: „Dziękuję wam wszystkim za modlitwy. Módlcie się nadal. Plan szatana został przekreślony. Módlcie się, aby urzeczywistnił się Boży plan związany z tą parafią”. I dalej już spokojniejsze orędzia: „Nie pozwólcie, by w waszych sercach zapanował szatan i byście się stali szatańskim, a nie moim obrazem. Wzywam was do modlitwy, abyście stawali się świadkami mojej obecności” (30 I 1986); „…działajcie z miłością w miejscu, w którym żyjecie. Niechaj miłość będzie zawsze jedynym środkiem. Miłością skierujcie ku dobremu to wszystko, co szatan pragnie zniszczyć i opanować” (31 VII 1986); „Wiecie, że obiecałam wam oazę pokoju, a nie wiecie, że wokół oazy istnieje pustynia, na której szatan czyha i pragnie skusić każdego z was. Drogie dzieci, jedynie modlitwą możecie zwyciężyć każdy wpływ szatana na siebie. Jestem z wami, lecz nie mogę pozbawić was waszej wolności” (7 VIII 1986).
Jednej z wizjonerek, Mirjanie, w drugim roku objawień ukazał się szatan ubrany w olśniewający strój i grożąc zażądał: „Musisz wyrzec się Matki Bożej, w przeciwnym przypadku będziesz z nią cierpieć i przeżywać trudności. Jeśli pójdziesz ze mną, uczynię cię szczęśliwą w miłości i w życiu”. Mirjana zdecydowanie odrzuciła pokusy szatana, a w czasie najbliższego objawienia opowiedziała o tym Pani. Usłyszała: „Wiedz, że szatan ma pozwolenie od Boga, aby kusić Kościół, ale zniszczyć go nie zdoła. Kiedy spełnią się wydarzenia, których znaczenie powierzyłam wam jako tajemnicę, moc szatana zostanie zniszczona. Teraz jest on agresywny; rozbija małżeństwa, zaognia spory między kapłanami, pozyskuje ludzi dla siebie (…). Szatan nie ma mocy wobec tych, których wiara spoczywa w Bogu”.
Zapewne szatan nigdy nie pogodzi się z klęską zadaną mu przez Niewiastę z Apokalipsy. Obrazowo pisze o tym Franz Werfel w książce „Pieśń o Bernadecie”. Werfel przypomina, że po objawieniach w Lourdes nastąpiły dziesiątki innych objawień w różnych częściach Francji, które miały na celu ich ośmieszenie. Cóż, już św. Augustyn pisał, że szatan jest „bożą małpą”. W rozprawie o „Trójcy Świętej”, w rozdziale poświęconym walce z szatanem pisze on m.in.: „Duchom nieprawości przychodzi stosunkowo łatwo dokonywanie za pomocą elementów atmosferycznych mnóstwa dziwów, podbijających umysł nawet najlepszych jednostek, tkwiących w wizjach materii. Przecież nawet za pomocą elementów czysto ziemskich można drogą wytrawnego szkolenia się i zdobywania umiejętności – wyczyniać na scenach tego rodzaju dziwy, iż nieobeznani z nim widzowie wprost nie uwierzą opowiadaniom o nich. Cóż więc znaczy dla szatana i zastępu jego aniołów wydobywanie na tej samej zasadzie – z pierwiastków materii a za pomocą elementów atmosferycznych – fenomenów zaskakujących, względnie obrazów i fatamorgan zwodzących ludzkie umysły i mamiących nas czy to w snach, czy na jawie, względnie rozbudzających szały”.
Kapłani w codziennej modlitwie brewiarzowej (kompleta) odmawiają słowa: „Bracia! Bądźcie trzeźwi! Czuwajcie! Przeciwnik wasz diabeł jak lew ryczący krąży szukając kogo pożreć! Mocni w wierze przeciwstawiajcie się jemu” (1P 5, 8 n). Czy można ten modlitewny werset odmawiać bez drżenia serca? Jednak wielu teologów i duchownych podważa dotychczasowe nauczanie Kościoła, twierdząc, że diabeł nie jest osobą, a co najwyżej stanowi personifikację zła.
Jan Paweł II w sposób wyraźny wypowiedział się na ten temat w homilii na uroczystość Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny w 1985 r. Najpierw zacytował „Konstytucję duszpasterską o Kościele w świecie współczesnym” o istnieniu „osobowego zła”, a następnie zdecydowanie mówił: „Chrystus został ukrzyżowany i zmartwychwstał, by złamać potęgę osobowego Zła, byśmy według zamysłu Bożego doznali przemiany i doszli do pełni doskonałości”.
Papieska wypowiedź wywołało falę krytyki ze strony teologów i tzw. kół oświeconych. W obronie Papieża wystąpiła Kongregacja Nauki Wiary. Ówczesny jej prefekt kard. J. Ratzinger poparł Jana Pawła II, mówiąc: „Są już oznaki powrotu ciemnych sił, a w zlaicyzowanym świecie rozwija się kult szatana… Diabeł to obecność tajemnicza, lecz realna, cielesna, a nie symboliczna. I jest istotą potężną książę tego świata – jak go nazywa Nowy Testament, który wielokrotnie przypomina o jego istnieniu”. Można by pomyśleć, że autorem tych słów był któryś z Ojców Kościoła, tymczasem padły z ust tak subtelnego intelektualisty, jakim był prefekt dawnego Świętego Oficjum i przyszły papież Benedykt XVI.